1. pl
  2. en

Założenie Harbinu (fragmenty)

Zaczęła się wiosna, a wraz z nią roztopy. W wielu miejscach powstały nowe potoki, które jeszcze bardziej utrudniały podróż. Czas przebycia nawet niewielkich odległości ciągle się wydłużał. Witold jednak nie zwracał zbytniej uwagi na warunki atmosferyczne. (...) Teraz jego jedynym celem, jaki sobie obrał, było jak najszybsze połączenie się z ekspedycją Adama Szydłowskiego i dotarcie do nowej kolonii. Dzięki pomocy inżyniera Jana i informacjom od Aleksieja, udało mu się ustalić, którędy będzie przemieszczać się ekspedycja Adama Szydłowskiego. Tak więc pod koniec marca, dzięki wskazówkom, udało mu się dostać do miasta Ułagaj, jednak zatrzymał się tam tylko na nocleg. O świcie wyruszył w kie-runku Gujjiuszu. Ale i tutaj nie zabawił długo. Kolejnymi miastami, które okazały się jedynie krótkimi przystankami były Szeszujcziancy oraz Lalinczen. Dopiero 8 kwietnia udało mu się dotrzeć do Aszyche. W tym też miejscu postanowił zrobić dłuższy postój.

 

Na jego decyzję miało wpływ pewne wydarzenie. Otóż, na nocleg wy-brał jeden z zajezdnych dworów. Niezbyt wielkich rozmiarów budynek znajdował się w sąsiedztwie chińskiej gorzelni ,,Tiandiaszagou”. Zajazd poleciło mu kilku miejscowych, którzy twierdzili, że miejsce jest chętnie wybierane przez przybyszy, a obecnie stacjonuje tam kilkunastu Rosjan. Polak postanowił więc skorzystać z rady i przenocować. Kiedy dotarł na miejsce, okazało się, że czekał już na niego jego dawny dobry znajomy. (...)

 

Następnego dnia Adam Szydłowski wybrał kilku członków ekipy, którzy mieli mu pomóc w znalezieniu odpowiednich lokali dla przyszłych urzędników. Wśród nich znaleźli się również inżynier Jan, Witold i Aleksiej. (...) Okazało się bowiem, że znalezienie zakwaterowania dla urzędników graniczyło wręcz z cudem. 12 kwietnia początkowo natrafili jedynie na zalany wodą teren i niewielkie wysepki. Wśród nich tylko jedna okazała się zamieszkała. Reszta porośnięta była zżółkłą trawą. Dostęp do samej rzeki uniemożliwiało rozlewisko. Postanowili więc przedostać się do zamieszkałej wysepki. Okazało się, że znajdował się tam dosyć liczny, bo składający się aż ze stu osób, oddział straży celnej.Kolejne dni poszukiwań również nie przyniosły efektów. Istniała realna groźba, że Zarząd Budowy Kolei będzie musiał zakwaterować się w prowizorycznym budynku albo pozostać na statku. Zdenerwowanie udzieliło się nie tylko samemu inżynierowi Adamowi Szydłowskiemu, ale również większości członków ekspedycji technicznej. Coraz częściej występowały spory i kłótnie, a także wzajemne oskarżenia o zbyt małe zaangażowanie w poszukiwania. Zły nastrój udzielił się także Witoldowi, Aleksiejowi, inżynierowi Janowi i Piotrowi, którzy wyjątkowo nie potrafili się ze sobą porozumieć.

 

Sytuacja zmieniła się dopiero, kiedy do zajazdu wrócił Adam Szydłowski z częścią uczestników ekspedycji. Pewnego popołudnia do inżyniera próbował się dostać jeden z mieszkańców wioski Harbin. Zrezygnowany szef ekspedycji ucieszył się, chociaż nie liczył zbytnio na to, aby tajemniczy gość pomógł mu rozwiązać trapiący go problem. Chińczyk jednak zapewniał, że ma dla inżyniera bardzo cenną in-formację.

– Niech pan mnie posłucha! – nalegał.

– Słyszałem o waszych problemach i znalazłem idealne miejsce. Na pewno wam się spodoba. Niedaleko stąd znajduje się ,,Sian Fan”, którą nazywacie ,,Chińską Gorzelnią”.

– Właściciel zgodzi się nam ją wynająć? – zdziwił się Szydłowski.

– Na pewno! Chunchuzi ją obrabowali i dlatego jest nieczynna. Teraz tylko niszczeje i przynosi same straty! A szkoda! – zauważył praktycznie pan Yang.

– Jak daleko stąd się ona znajduje? – zapytał Szydłowski.

– Hmm...tak z osiem wiorst od rzeki Sungari. Ale to dobrze! Jak rzeka wyleje, to nic nie uszkodzi. I składa się aż z trzydziestu fanz, w tym część zbudowano nawet z cegły. Tak więc bez trudu pomieści wszystkie budynki administracyjne i kwatery mieszkalne dla urzędników!

– Ale jednak jest to nadal ponad osiem i pół kilometra – zamyślił się Szydłowski.

 

Mimo to jednak Adam Szydłowski zdecydował się odwiedzić miejscowość ,,Sian Fan”, gdzie znajdował się ten kompleks. Dołożył także wszelkich starań, aby jak najszybciej sprowadzić właścicieli, którzy przybyli parę dni później z Aszyche. Same jednak negocjacje nie należały do najłatwiejszych. Właściciele Xu i Sun bardzo cenili swoje dobra. Twierdzili, że sama gorzelnia stanowi pokaźny majątek, które-go pozazdrościłby niejeden przedsiębiorca. Zaznaczali, że przechodziła ona z pokolenia na pokolenie i zamierzają oddać ją tylko w dobre ręce. Inżynier Szydłowski zapewnił ich, że nowi właściciele na pewno dołożą wszelkich starań, aby nie zmarnotrawić ich majątku. Jako argument dwaj właściciele podawali także, że budynki znajdują się w spokojnej i malowniczej okolicy, zaznaczając przy tym, że gdyby nie zniszczenia, sama gorzelnia nadal by funkcjonowała przynosząc niebotyczne zyski. Dodawali również, że ziemia, na której znajdowały się budynki, sama w sobie stanowiła pewną wartość. Po wielu namowach i sporach Sun i Xu zgodzili się odsprzedać cały kompleks za dwanaście tysięcy łanów srebra, które w ówczesnym przeliczeniu stanowiło aż czterysta pięćdziesiąt trzy i sześć dziesiątych kilograma tego kruszcu.

 

Następnego dnia ruszyły pierwsze prace budowlane. Sama gorzelnia, niestety, lata swojej świetności miała dawno za sobą. Część budynków trzeba było jak najszybciej odremontować. Aby zdążyć na czas, oprócz rosyjskich robotników, zatrudniono również kilkudziesięciu mieszkańców Aszyche. Na bieżąco sprowadzano także część wyposażenia oraz wszelkie potrzebne materiały. Wysiłek jednak się opłacił, bowiem podniszczone ceglane budynki z dnia na dzień zaczynały odzyskiwać swój dawny blask. Minęły ponad trzy tygodnie intensywnej pracy i wreszcie nadszedł wyczekiwany dzień. 13 maja do Harbinu zawitał ,,Święty Innocenty” – pierwszy statek z pasażerami.

<< Wróć do strony Fragmenty

01 sierpnia 2019

Created with WebWave CMS